Lemoniada i w deszcz się nada.

DSCN9170

 

Z pogodą ostatnimi czasy jest jak z kapryśną panienką. A że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie, należy się z nią rozprawiać poprzez realizowanie własnych kaprysów. Zimno? Pada? Lemoniada!

  • 1,5 l wody gazowanej
  • 1 cytryna
  • 1 limonka
  • 3-4 łodyżki mięty
  • 1-2 łyżki cukru (opcjonalnie, ja wolę kwaśne)
  • lód

🙂

Reklamy

Mądre ciacho!

pastel-inteligente-L-exmCj5

[źródło:http://mibloguicodecocina.blogspot.com/2013/04/pastel-inteligente.html]

 

 

Czasami ulegam modom. To takie ludzkie i normalne, że jeśli ze wszystkich stron jesteśmy czymś bombardowani, to w końcu poddajemy się, nasz opór słabnie i postępujemy tak, jak większość. Wszechobecne na kulinarnych blogach „magiczne ciasto” podziałało i na moją wyobraźnię- Kozioł postanowił organoleptycznie stwierdzić, czy rzeczywiście z jednej masy da się uzyskać trzy warstwy.

W zagranicznych blogach to ciasto nazywane jest nie tylko magicznym, ale też „inteligentnym”, więc ja roboczo nazwałam je „mądrym ciachem”. Cały jego urok polega właśnie na tych trzech warstwach, które nie wiedzieć dlaczego tworzą się w trakcie pieczenia. Fajny efekt, ale jak dla mnie nieco mdłe ;p

SKŁADNIKI:

  • 125g masła (roztopionego i ostudzonego)
  • 4 jajka (osobno żółtka i białka- w temperaturze pokojowej)
  • 125 g mąki
  • 150 g cukru (dałabym mniej)
  • 1/2l ciepłego mleka
  • łyżka wody
  • szczypta soli

Żółtka ucieramy z cukrem i wodą na puszystą masę. Dodajemy przestudzone masło i mąkę, a na koniec ciepłe mleko.

UWAGA- chlapie niemiłosiernie, więc radzę robić to w miejscu możliwie najmniej narażonym na straty.

Białka ubijamy ze szczyptą soli i 2 kroplami octu jabłkowego (opcjonalnie). Dodajemy do masy mleczno-żółtkowej, najlepiej po trochę, drewnianą łyżką.

Pieczemy 60 min w 150 stopniach, a następnie studzimy przynajmniej godzinę przy uchylonych drzwiczkach.

*jeśli robimy w tortownicy, należy wcześniej wyłożyć ją papierem do pieczenia, bo inaczej masa wycieknie 😉

Radość dzielenia: krem Oreo

2013-06-27 10.40.34

Nie jest żadną tajemnicą, że dobre jedzenie poprawia humor i powoduje, że choć na chwilę świat staje się nieco bardziej znośny. Szczególną moc mają słodycze, dlatego bardzo lubię robić słodkie prezenty. Uważam, że własnoręcznie zrobione ciasto, pomimo swojej ulotnej natury, jest warte dużo więcej, niż książka czy płyta- obdarowany dostaje w prezencie przede wszystkim mój czas, spędzony na wymyślaniu i robieniu pyszności, oraz uwagę, bo zawsze tego typu podarki staram się spersonalizować. Zresztą, tak samo jest, gdy dla kogoś gotuję, przede wszystkim myślę o tym, co mogłoby tej osobie smakować, ja i tak zjem wszystko 😉

Ostatnio postanowiłam odwdzięczyć się za pewną przysługę: bardzo wzruszyła mnie bezinteresowność tej Osoby, więc jasne było, że nie pójdę na łatwiznę i nie załatwię sprawy za przysłowiową flaszkę. Najpierw chciałam zrobić ciasto, ale koniec końców stanęło na kremie o wielu zastosowaniach: można go jeść z pieczywem, z krakersami, albo po prostu wyjadać łyżeczką- ot, taka radość w słoiczku 🙂

2013-06-27 10.40.52

KREM OREO

  • 200 g Oreo
  • 150 ml śmietanki 30%

Oreo kruszymy, blendujemy na drobny, mokry piasek. Uwaga, bo łatwo można przepalić blender, więc trzeba go co chwilę czyścić i mieszać masę ciasteczkową! Następnie dolewamy po trochu śmietanki i blendujemy dalej, aż do uzyskania kremowej konsystencji.

Przechowujemy w lodówce. Ale ile może wytrzymać to niestety nie jestem w stanie stwierdzić, bo znika błyskawicznie!

2013-06-27 10.40.42

***

PS. Powstał też drugi krem, niestety, nie zrobiłam mu zdjęć, ale przepis wrzucam:

KREM „BOUNTY-ISH”

  • 200g wiórków kokosowych
  • 250 ml śmietanki
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • mleko do dolewania (opcjonalnie)

Blendujemy wiórki kokosowe, powoli dolewamy śmietankę- jeśli nadal masa będzie zbyt gęsta, dodajemy mleka, aż uzyskamy pożądaną konsystencję. Czekoladę kroimy w drobne wiórki (można zetrzeć na tarce, ale ja wolę większe kawałki), wrzucamy do masy i łączymy łyżką.

Przechowujemy w lodówce

Bób, truskawki i inne smakołyki + rozważania o hipsterach

Obrazek

Ostatnio dość często zastanawiam się, czy przypadkiem się nie starzeję. Kraków pod względem zagęszczenia hipsterów ustępuje chyba tylko Warszawie- można ich spotkać na każdym kroku, ale głównie okupują kilka knajpek i bulwary wiślane. Kiedyś zadawałam sobie pytanie, kim tak właściwie jest hipster i jakie są jego cechy dystynktywne i szczerze mówiąc, gdybym miała je wymienić, to miałabym z tym problem. Wcześniej myślałam, że to spodnie rurki, czapki naciągnięte na głowę nawet w największy upał, rowery miejskie i gigantyczne torby, mogące pomieścić swoich właścicieli z ich całym dobytkiem. Teraz widzę, że atrybuty się zmieniają, coraz częściej widzę szerokie spodnie dresowe, longboardy i bóg wie co jeszcze. Hipster to słowo-worek i mieści w sobie naprawdę wiele. To cały styl bycia, tweety, insta, hasztagi, nie nadążam… A z drugiej strony łapię się na tym, że często używam przymiotnika „hipsterski” w różnych kontekstach, najczęściej z ironią i pobłażaniem. Szczerze mówiąc, nie ogarniam tego zjawiska i nie wiem, czy to kwestia jakiegoś mojego dziwnego konserwatyzmu, czy też może „hipsta” to zjawisko niedefiniowalne i do tego worka wrzuca się wszystko, co aktualnie jest modne- a mam wrażenie, że modna jest ostentacyjna kontestacja. 

Jest jeszcze jedna kwestia: to nie jest tak, że hejtuję hipsterów, ja po prostu się im przyglądam z zaciekawieniem, a czasami też zdarza mi się bywać w hipsterskich miejscach, słuchać hipsterskiej muzyki itp, zgodnie z moją teorią, że zawłaszczają oni to, co modne. Zresztą, pracowałam w kawiarni uznawanej za wschodzącą gwiazdę hipsteriady, więc się naoglądałam 😉 byłam też kilka razy w Forum. No i tutaj, po tak długim i męczącym wstępie, dochodzę do clue: w Forum podają koktajle owocowe w szklanych butelkach. Co by nie mówić, pomysł uroczy, więc Kozioł się zhipsterzył (tak można mówić?), kupił kefir w takiej butelce i teraz sobie do niej przelewa koktajle 😉 

KOKTAJL TRUSKAWKOWO-MORELOWY

  • 200 g truskawek
  • 3 morele
  • 200 ml maślanki

Wszystko miksujemy, dosładzamy do smaku i hipsterzymy, przelewając do szklanej butelki 😉

Obrazek

(a tu, żeby nie być gołosłownym- zdjęcie z Forum)

I jeszcze jedno, już nieco mniej hipsterskie. Kocham bób. Więc jeszcze dorzucę pomysł na szybką sałatkę.

SAŁATKA Z BOBEM I JAJKO W KOSZULCE

  • bób (200g)
  • truskawki (6 szt)
  • ser biały (50 g)
  • oliwa, sól, pieprz
  • jajko
  • ocet

Gotujemy bób: wrzucamy do wrzącej, osolonej wody na około 15-20 min. Obieramy z łupinek. Truskawki kroimy na ćwiartki, kruszymy ser. Gotujemy wodę, dodajemy łyżkę octu. Kiedy woda się zagotuje, robimy łyżką wir i ostrożnie wbijamy do niego jajko (należy to robić tuż nad powierzchnią wody), łyżką przykrywamy żółtko białkiem i gotujemy 2-3 minuty. Sałatkę doprawiamy oliwą, solą i pieprzem, dodajemy jajko.

Obrazek

A tak w ogóle, to chyba gotowanie też jest hipsterskie, muszę się nad sobą poważnie zastanowić.

 

Gazpacho arbuzowe, czyli wariacje przyszłej filolożki

Obrazek

Alleluja, koniec sesji! Pomimo mojego marudzenia wszystko poszło zadowalająco. Co więcej, od soboty mam niebywale świetny czas, wszystko idzie zgodnie z planem, a nawet lepiej i mam nadzieję, że ta dobra passa się utrzyma. Jest perfekcyjnie, no, może poza tym, że na zewnątrz gorąco jak w piekarniku. Nie za bardzo nawet chce się jeść, ale coś wypada, więc wykopałam z pamięci przepis na GAZPACHO DE SANDÍA, czyli nieco bardziej orzeźwiającą wariację hiszpańskiego klasyku. Okoliczności są idealne, wszak dziś zdałam praktyczny hiszpański! 😉

GAZPACHO ARBUZOWE
  • 400 g wypestkowanego arbuza
  • 2 dojrzałe, mięsiste pomidory
  • 1/4 cebuli
  • nieduży ogórek
  • 1/4 czerwonej papryki
  • 50 g czerstwego pieczywa
  • zimna woda, łyżka oliwy, sól i pieprz
Czerstwe pieczywo namaczamy w zimnej wodzie. Parzymy pomidory, zdejmujemy z nich skórkę, obieramy ogórka i kroimy w kostkę, to samo robimy z papryką i cebulą. Do naczynia wrzucamy kawałki arbuza, pokrojone warzywa i odciśniętą bułkę. Wlewamy łyżkę oliwy z oliwek, doprawiamy solą i pieprzem i blendujemy razem na gładką masę. Arbuz sam w sobie zawiera dużo wody, więc możliwe, że nie trzeba będzie jej dolewać, ale jeśli wyda się nam zbyt gęste, to można odrobinkę podlać. Możemy też jeszcze raz doprawić według gustu. Odcedzamy, jeśli nie chcemy czuć pestek pomidora, i wstawiamy do lodówki na około godzinę.
Podajemy w towarzystwie szynki dojrzewającej serrano.

Zajadanie stresu

DSCN9124

Co roku, podczas sesji, włącza mi się tryb „Kozioł gryzie”. Na dwa lub trzy tygodnie zmieniam się w nieznośną, wiecznie nabuzowaną egocentryczkę i jeśli tylko ktoś w jakikolwiek sposób ośmieli się zaburzyć moją przestrzeń, to wybuch złości ma jak w banku. Wiem, że to bardzo zła cecha, kiedyś nawet próbowałam z nią walczyć, ale niestety bez skutku, toteż jedynym sposobem na opanowanie sytuacji jest jak najrzadszy kontakt z rzeczywistością. Świadomie zmieniam się w półdziką pustelniczkę tylko po to, by uchronić świat przed moimi humorami,a tym samym ocalić moją reputację 😉 nie inaczej jest w tym roku, mimo, że tak naprawdę czeka mnie tylko jeden stresujący egzamin. Na szczęście już niedługo będzie po wszystkim i znowu wrócę do formy. 

W międzyczasie oddaję się głównie dwóm zajęciom: narzekaniu i jedzeniu. Co gorsza, nie za bardzo zwracam uwagę na jego jakość, jem raczej z automatu, ale dziś powiedziałam temu basta. Mogę być humorzasta, ale muszę zafundować sobie choć odrobinę przyjemności! I tak, niewielkim nakładem pracy, nacieszyłam oko i żołądek. I wiecie co? Trochę mi lepiej 🙂 i niech mi ktoś powie, że jedzenie nie koi!

WARIACKIE CAPRESE Z TRUSKAWKAMI

  • kulka mozzarelli
  • 1 pomidor
  • garść rukoli
  • 5 dużych truskawek
  • 3 plastry szynki dojrzewającej
  • sos balsamiczny

Na talerz wysypujemy rukolę. Mozzarellę, pomidory i truskawki kroimy w plastry, układamy na zieleninie. Szynkę rwiemy na mniejsze kawałeczki, wykładamy na talerz, a następnie polewamy sosem balsamicznym. Na koniec kładziemy jeszcze kilka listków rukoli.

DSCN9122

I tym sposobem połączyłam same pyszności- znów potwierdziło się, że piękno tkwi                 w prostocie!

Na dodatek, na deszczu moje włosy rosną jak szalone i znów zaczynają się kręcić, więc zaczynam powoli przypominać barana.

DSCN9165

Tarta Popeye’a

popeye1

Ze szpinakiem jest tak, że albo się go kocha, albo nienawidzi. Zdecydowanie przeważają ci drudzy, zniechęceni czarnym PR-em, jaki przez długi czas był robiony tej poczciwej zielenince. Prawda jest taka, nie czarujmy się, że szpinak sam w sobie jest mdły i bez smaku, trzeba wiedzieć, jak do niego podejść, żeby uwolnił tkwiący w nim potencjał. 

Należę do tych osób, które szpinak mogłyby jeść niemal codziennie i pod każdą postacią, dlatego z niecierpliwością czekam, aż na targach pojawią się zielone pęczki. Niepozorne liście, które inspirują do robienia fantastycznych rzeczy! Wczoraj szłam na imprezę i zobowiązałam się do zrobienia dwóch tart. Jakich? Oczywiście, jak to u mnie, zadecydował spontan, nastrój i wizyta na Kleparzu. Pierwsza, moja popisowa, warzywna, a druga?

TARTA SZPINAKOWA Z FETĄ 

  • 2 pęczki świeżego szpinaku
  • kostka sera typu feta
  • 2 jajka
  • pół słoika suszonych pomidorów
  • 2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz

na ciasto:

  • 300 g mąki
  • 150 g masła
  • 2 żółtka
  • 3 łyżki śmietany

espinaca2

Ze składników na ciasto wyrabiamy kruche, formujemy kulę i wsadzamy na pół godziny do lodówki. Po tym czasie rozwałkowujemy i wkładamy do formy, po czym chłodzimy jeszcze kolejne pół godziny (przynajmniej). Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Schłodzone ciasto nakłuwamy widelcem, wykładamy na nie folię aluminiową i podpiekamy 15 minut, po czym zdejmujemy folię i pieczemy kolejnych 5. W czasie, gdy ciasto się podpieka, przygotowujemy farsz:

Szpinak dokładnie myjemy, oddzielamy liście. Na patelnię wlewamy 3 łyżki zalewy z suszonych pomidorów, wrzucamy zmiażdżony czosnek, podsmażamy. Następnie dodajemy szpinak i smażymy, aż zmięknie i straci na objętości. Pomidory kroimy w paseczki, dorzucamy do szpinaku. Fetę kruszymy i dosypujemy do całości, mieszamy, aż osiągniemy w miarę jednolitą konsystencję. Doprawiamy solą i pieprzem. Wbijamy jajka i dokładnie łączymy.

Na podpieczony spód wlewamy masę i pieczemy około 20 minut.

Voila!

plus mały bonus muzyczny. Piosenka tak piękna, że wypadam z butów.

Trzeba mi rabarbaru! Najlepiej w serniku ;)

306834_458041737615668_88153928_n

 

Tak to już bywa, że coś się kończy, a coś się zaczyna- pozostały mi jeszcze dwie zmiany w pracy, która naprawdę dała mi bardzo wiele. Nowe znajomości, dużo dobrej energii i niemało doświadczeń, przede wszystkim tych kulinarnych. Jednym z dzieł „pożegnalnych” jest ten oto sernik na zimno z moim najukochańszym rabarbarem- czekam na niego przez cały rok, a kiedy w końcu się pojawi, mogę go jeść pod każdą postacią niemal codziennie! Także na ten sezon mam kilka pomysłów, oby wszystkie się udały, a początki dają powody do optymizmu w tej kwestii 😉

Inspirowałam się przepisem pochodzącym z bloga Kwestia Smaku.

SKŁADNIKI:

na ciasteczkowo-migdałowy spód:

  • 6 sporych ciasteczek digestive
  • 120 g migdałów (mogą być w płatkach)
  • 120 g roztopionego masła

na masę serową:

  • 500 g mascarpone
  • 300 ml śmietanki kremówki
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 125 g drobnego cukru
  • 4 łyżeczki żelatyny
  • 1/3+1/4 szklanki ciepłej wody

na rabarbarowy wierzch:

  • 6-7 łodyg rabarbaru
  • 100 g brązowego cukru
  • 1 galaretka truskawkowa
  • 40 ml grenadyny (opcjonalnie, dla koloru)

Najpierw przygotowujemy spód: ciasteczka i migdały miksujemy na piasek, następnie dodajemy roztopione masło, dokładnie mieszamy i wykładamy na dno tortownicy (moja miała średnicę 20 cm), po czym wstawiamy do lodówki na jakieś pół godziny.

Rabarbar obieramy, kroimy na ok.5 cm kawałki, układamy w naczyniu żaroodpornym, posypujemy cukrem, podlewamy odrobiną wody zmieszanej z grenadyną i pieczemy w 180 stopniach przez ok. 10 minut (do miękkości, ale by się nie rozpadał). Wybieramy kilka ładniejszych kawałków (7-8 ) i odkładamy na bok, resztę blendujemy. Galaretkę rozpuszczamy w 50 ml ciepłej wody, a następnie wlewamy do musu rabarbarowego, mieszamy dokładnie i odstawiamy.

Żelatynę zalewamy 1/3 szkl ciepłej wody, mieszamy dokładnie i ostawiamy do napęcznienia na ok. 5 minut.

Mascarpone, cukier i cukier waniliowy ubijamy 1-2 minuty na jednolitą masę. Powoli dodajemy schłodzoną kremówkę i ubijamy przez kolejne 3-4 minuty. Do napęczniałej żelatyny wlewamy 1/4 ciepłej wody i mieszamy aż do całkowitego rozpuszczenia. Łączymy ostrożnie z masą serową (najlepiej ręcznie) i wylewamy na ciasteczkowy spód. Wkładamy do lodówki.

Kiedy masa się już nieco zetnie, wylewamy na nią mus rabarbarowy i chłodzimy w lodówce jeszcze przez ok. 3-4 godziny. Generalnie im dłużej tym lepiej, ale wiadomo, że niecierpliwość w takich wypadkach zwycięża 😉

 

Nie za dobrze Ci?! Śniadaniowe scones z lemon curd

DSCN9110

 

Ostatnio zdecydowanie mi za dobrze. Długi weekend sprzyja szeroko pojętemu relaksowi, nawet jeśli gdzieś z tyłu głowy siedzi świadomość, że jest milion rzeczy do zrobienia. Już kolejny raz w ciągu ostatniego miesiąca miałam czas na zrobienie śniadania bez pośpiechu, przemyślanego w każdym, najdrobniejszym szczególe- cóż za odmiana! Chyba powoli uczę się zwalniać tempo.

SKŁADNIKI:

  • 250 g mąki
  • 60 g cukru
  • 2 łyżeczki sody
  • 1 duże jajko
  • 50 g masła
  • 125 ml mleka

oraz: suszona żurawina i/lub 50 g gorzkiej czekolady

W dużej misce umieszczamy mąkę, cukier, masło i sodę i ugniatamy palcami. Następnie mieszamy jajko z mlekiem i wlewamy do miski, zagniatamy formując jednolite, dość luźne (ale dające się wałkować) ciasto.

*Moje ciasto podzieliłam na dwie części, do jednej dodałam żurawinę, do drugiej rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladę

Zagniecione ciasto wałkujemy na grubość ok. 1,5-2 cm i wykrawamy szklanką kółeczka. Układamy na wyłożonej papierem lub natłuszczonej blasze, smarujemy rozbełtanym jajkiem lub mlekiem i pieczemy około 12 minut w 220 stopniach.

Podajemy najlepiej na ciepło, z masłem, dżemem lub lemon curd.

DSCN9108

 

Do tego sok pomarańczowy i świeża kawa i już naprawdę nic nie potrzeba do pełnego szczęścia. 

Slow breakfast: placuszki z serka wiejskiego

Standardowe śniadanie? Kanapka z serem żółtym i keczupem albo serek wiejski z dżemem i obowiązkowo kawa. Jeśli chodzi o ten „najważniejszy w ciągu dnia posiłek” nie jestem zbyt kreatywna, zresztą zazwyczaj nie mam czasu kombinować i po prostu biorę to, co jest w lodówce. A że siła przyzwyczajeń jest wielka, to muszę przyznać: moje śniadania są monotonne.

Ale przychodzą takie dni (zdecydowanie zbyt rzadko!) kiedy mam czas i składniki. Wtedy powstają wariacje na temat standardów 🙂

Obrazek

 

SKŁADNIKI:

na około 12 placuszków

  • serek wiejski: duży kubełek 500g
  • 2 jajka
  • 4-5 łyżek mąki
  • 2 łyżki miodu

Wszystkie składniki miksujemy tak, aby serek wiejski się nieco rozdrobnił, ale nadal zachował swoją grudkowatą konsystencję. Jeśli ciasto jest zbyt lejące, dodać jeszcze 1-2 łyżki mąki. Rozgrzewamy patelnię teflonową i za pomocą pędzelka lub ręcznika papierowego smarujemy cienko jej powierzchnię olejem. Smażymy na złoto.

Uwaga! Placuszki i tak będą dość miękkie, więc należy je ostrożnie obracać i ściągać z patelni. Żeby wszystkie były ciepłe, najlepiej nastawić piekarnik na 70-80 stopni i trzymać w nim usmażone placuszki.

Podajemy z dżemem, miodem lub owocami. Lub wszystkim naraz. Albo jemy same. I tak są pyszne! A na dodatek serek wiejski tak śmiesznie się ciągnie 😉