DSCN9795

Odkąd jestem w Limie w ogóle nie gotuję! Cóż, kiedy wokół jest tyle dobrego i niedrogiego jedzenia, gotowanie wydaje się być stratą czasu, tym bardziej, że chęć poznania tutejszej kuchni jest silniejsza niż potrzeba stania za garami 😉 dzisiaj jednak stwierdziłam, że czas skończyć z tym kulinarnym odwykiem i zupełnie spontanicznie postanowiłam kreatywnie wykorzystać zakupione po drodze do domu mango i papaję. Efekt? Mało fotogeniczny, ale jeśli chodzi o smak- spektakularny! Ciasto jest bardzo wilgotne, przypomina nieco konsystencją te marchewkowe, a przy okazji nie ma w nim dodatku tłuszczu 🙂 można je jeszcze bardziej „uzdrowić”, dodając otręby zamiast zwykłej mąki, ale po co się katować? ;P

Od razu zastrzegam, że ciasto powstało w mojej głowie i podczas jego wykonywania nie zwracałam zupełnie uwagi na proporcje i ilość składników, dlatego podaję je mocno orientacyjnie.

MANGO-PAPAJ-PAJ 😉

  • 3 małe, dojrzałe mango (albo 2 większe)
  • 1 mała, dojrzała papaja *
  • 1 limonka
  • 3 jajka
  • 3/4 szkl cukru
  • 2 szkl mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • cynamon
  • 1 banan

Mango i papaję obieramy, miksujemy na papkę. Wlewamy do rondelka i podgrzewamy, dodając sok wyciśnięty z limonki, cynamon oraz 2 łyżki cukru. Studzimy. Jajka ubijamy z resztą cukru, dodajemy przestudzony mus oraz po odrobinie mąki z proszkiem do pieczenia, aż do połączenia wszystkich składników. Wylewamy do formy. Banana kroimy w plasterki, układamy na cieście. Pieczemy około 30-35 minut w 180 stopniach (tak przynajmniej podejrzewam, bo nie mierzyłam czasu, a i piekarnik tutaj jakiś dziwny, więc bym mu nie ufała 😉 )

Chętnie bym połączyła to ciasto z jakimś kwaskowym dżemem 😉

*z tym może być kłopot w polskich warunkach, ale myślę, że spokojnie można zastąpić np. dodatkowym mango albo, dla złamania smaku, brzoskwiniami czy ananasami z puszki

Reklamy