DSCN9263

Muszę się do czegoś przyznać- mimo, że staram się nie korzystać z książek kucharskich, a przeglądanie blogów kulinarnych przeglądam raczej w poszukiwaniu inspiracji, niż gotowych pomysłów, mam słabość do pewnego brzydkiego, brązowego brulionu w formacie A4. Rzadko do niego zaglądam, ale za każdym razem, gdy to robię, oczy mi wilgotnieją, bo znajdują się tam najcenniejsze kulinarne skarby, jakie posiadam: przepisy, zanotowane odręcznie przez moją Babcię i Mamę. Żadne tam fusion, zero postępowych rozwiązań- receptury na zwykłe, codzienne potrawy i ciasta, teraz mogące z łatwością być uznawane za kuchenny vintage. Został założony w czasach, kiedy nikomu przez myśl nie przeszło liczenie kalorii: sałatki ociekają majonezem lub boczkiem, większość ciast ma zatrważające jak na nasze standardy ilości tłuszczu i jajek, a jednak pamiętam doskonale ich smak- były najlepsze na świecie! Dodatkowo wszystko spisane odręcznie, drobnym i skrupulatnym pismem Babci, później krągłym i zdecydowanym Mamy. Czytając przepisy czuję się, jakbym nawiązywała nić z przeszłością, przypominają mi się smaki i zapachy dzieciństwa,  mam też wrażenie, że między literami kryje się doświadczenie drogich mi Osób. Ja jestem tylko zwykłą spadkobierczynią, rzemieślnikiem- postanowiłam jednak kontynuować rodzinną tradycję i wypełniać puste jak dotąd kartki moim pismem. Blog to jedno, to narzędzie podyktowane przez wymóg czasów, dość anonimowe i powszechne; papier jest dużo bardziej intymny, osobisty, pisząc zostawiamy na nim cząstkę siebie. Kto wie, być może jeśli dorobię się kiedyś dzieci przekażę im w spadku ten stary, brzydki brulion, którego otwarcie jest wycieczką w przeszłość i namacalnym kontaktem z tymi, których już nie ma? Oby.

DSCN9261

„Placek ala Kondziu” to ciasto nierozerwalnie związane z moim dzieciństwem. Przepis na nie pochodzi z jakiegoś pisemka dla dzieci, które czytał mój Brat (możliwe, że mnie wtedy jeszcze na świecie nie było)- stąd też taka nazwa. Zawsze kiedy nastawał sezon na wiśnie, drylownica szła w ruch, a dom wypełniał się zapachem świeżo upieczonego placka. Potrafiłam w siebie wepchnąć jego każdą ilość, bo uwielbiałam to połączenie słodyczy i kwaskowości owoców. Przepis na długo zapomniany, odkopany został przy kolejnej lekturze brulionu. Smak taki sam, jak te kilkanaście lat temu, a uśmiech na twarzy gwarantowany!

PLACEK A’LA KONDZIU

  • kostka margaryny typu Palma
  • 2 szklanki mąki
  • 1 szklanka cukru
  • 3 jajka
  • łyżka proszku do pieczenia
  • dowolne owoce sezonowe (najlepszy jest wg mnie z wiśniami, w tym wypadku użyłam jagód i malin)

Margarynę topimy, odstawiamy do ostudzenia. Jajka ubijamy z cukrem, następnie dodajemy po trochu mąki wymieszanej z proszkiem do pieczenia, a na koniec ostrożnie wlewamy przestudzoną margarynę. Masą wypełniamy natłuszczoną lub wyłożoną papierem do pieczenia foremkę, a następnie układamy na wierzchu owoce. Pieczemy około 35-40 minut w 180 stopniach. Po ostygnięciu posypujemy cukrem pudrem.

DSCN9262

Reklamy