Obrazek

No i stało się… na moją skrzynkę mailową trafiła pierwsza propozycja „współpracy” z jedną z firm oferujących produkty spożywcze. Zasady gry są proste: oni wysyłają mi paczkę z kilkoma wyrobami, ja zaś muszę wpleść je w przepisy i wyraźnie zaznaczyć, że korzystanie z tej, a nie innej przyprawy/ mąki/ margaryny (etc.) sprawia mi dużo radości i ułatwia życie w kuchni. 

Przeglądając „Durszlak” coraz częściej napotykam się na wpisy blogerów, będące ewidentnie wynikiem takiej współpracy, zresztą w większości wypadków jest to podkreślane już na wstępie i stanowi swego rodzaju powód do dumy. Zastanawiałam się wiele razy nad fenomenem tego zjawiska, jednak czysto teoretycznie, ponieważ nie sądziłam, że dotknie mnie ono osobiście- umówmy się, że moja działalność jest więcej niż skromna. A tu proszę bardzo- muszę podjąć decyzję. Z góry wiem, że odmówię.

Prowadzę bloga DLA PRZYJEMNOŚCI- to ja określam tematykę i częstotliwość wpisów (lub raczej jej brak 😉 ), niezwykle cenię sobie tę niezależność. Nie wyobrażam sobie, żeby to, co publikuję, zależało w jakiejkolwiek mierze od koncernu, który udostępni mi swój bulion czy tabliczkę czekolady- na składniki mnie jeszcze stać 😉 poza tym, wydaje mi się to wszystko bardzo sztuczne- wiadomo, że nie można zganić jakiegoś produktu, choćby był najzwyczajniej w świecie paskudny, no bo jak tu krytykować darczyńcę? 

Nie zamierzam oczywiście oceniać blogerów, którzy na tego typu współpracę się zgadzają, każdy rozstrzyga to w swoim sumieniu. Czasem jednak wydaje mi się, że w tym wszystkim gubi się idea DOMOWEGO jedzenia- bo o ile testy przypraw jestem w stanie zrozumieć, o tyle zachwyty nad „fixami” bądź mrożonkami są co najmniej podejrzane.

Drodzy potencjalni darczyńcy:

Nie zamierzam z nikim współpracować, parafrazując moją (byłą już!) szefową, na tym blogu „jestem osobą w 120% decyzyjną”. I tego się trzymajmy 🙂

Dobranoc 🙂

DSCN7620

Reklamy