Jestem przedstawicielką pokolenia, które nie utożsamiało się z Bridget Jones, bo było na to zwyczajnie za młode- książki i filmy ukazywały się, kiedy byłam w podstawówce i gimnazjum. Owszem, nawet mnie śmieszyły, ale nigdy nie myślałam, że pewnego dnia zgodzę się ze stwierdzeniem, że KAŻDA kobieta przynajmniej raz w życiu poczuła się jak Bridget. Teraz mam nieco więcej lat (khy, khy…) i już wiem, że tak właśnie jest- wszystkim przydarzają się głupie wpadki i lapsusy, wszystkie podejmujemy postanowienia, w których nie jesteśmy w stanie wytrwać nawet dnia- ot, taki nasz urok 😉 

A dziś – co odkryłam dosłownie przed chwilą- MIJA ROK, ODKĄD ZAŁOŻYŁAM BLOGA.

Już dawno zmieniły się okoliczności, w jakich powstał, moja wizja jego prowadzenia też jest zupełnie inna, ale pasja pozostała, a nawet wzmocniła się, mimo mojego wrodzonego lenistwa i braku regularności. Wiem, że bloga czytają głównie moi znajomi- dziękuję Wam za wszystkie uwagi i słowa, które sprawiają, że dalej chce mi się go prowadzić- może trochę przeceniacie moje umiejętności, ja po prostu gotuję dla frajdy, nawet jeśli czasem mi coś nie  wychodzi 😉

Z okazji rocznicy i tego, że przypomniałam sobie o Bridget, dziś na warsztat wzięłam jej wpadkę kulinarną- niebieską zupę porową. Kolor jednak jest całkowicie zgodny z zamierzeniem i Pan Darcy nie musi mnie ratować 😉

Obrazek

NIEBIESKI KREM Z PORÓW

  • 3-4 pory
  • 4 ziemniaki
  • 1 cebula
  • 1 litr bulionu
  • łyżka masła
  • sól, pieprz, koperek
  • niebieski barwnik spożywczy

Pory i ziemniaki dokładnie myjemy. Pory kroimy półkrążki, cebulkę i ziemniaki w kostkę (te drugie nieco grubiej). W garnku rozpuszczamy łyżkę masła, dodajemy cebulę i pory, podsmażamy chwilę, aż się zeszklą. Dodajemy ziemniaki i zalewamy bulionem, a następnie gotujemy około 20 minut do miękkości. Odcedzamy warzywa od bulionu, który przelewamy do innego naczynia. Warzywa blendujemy na gładką masę, powoli dodajemy bulion aż do uzyskania pożądanej konsystencji. Następnie doprawiamy solą, pieprzem i koperkiem. Na koniec dosypujemy po odrobince barwnika, cały czas mieszając i przestajemy, gdy zupa osiągnie przewidywany przez nas kolor 😉 (uwaga, barwnik jest dosyć intensywny, więc nie należy z nim przesadzać!)

Podajemy z grzankami.

Voila!

ps. Mówiłam coś o Bridget i jej wpadkach? Grzanki mi się przypaliły, bo szukałam odpowiedniej sceny z filmu i kompletnie o nich zapomniałam ;P

Reklamy