Są takie desery, które, zupełnie bez powodu, wydają mi się niezwykle skomplikowane i muszę się długo zbierać, aby je- nomen omen- ugryźć. Jednym z nich był crème caramel, francuski kuzyn naszego budyniu. Nie wiem, co spowodowało mój strach przed nim- być może międzynarodowa sława albo wyraźne kryteria estetyczne (a nuż wyjdzie mi papka?…). W każdym razie przemogłam się i nie żałuję. 

Obrazek

 

przepis wzięty ze strony BBC Food Recipies, zmodyfikowany po konsultacjach na innych blogach, m.in TU

SKŁADNIKI:

NA KREM:

  • 4 jajka
  • łyżeczka ekstraktu waniliowego (albo laska wanilii)
  • 25g drobnego cukru (jak dla mnie za mało, dałam przynajmniej 2x więcej)
  • 2 szkl mleka (lepiej dać szklankę mleka i szklankę słodkiej śmietanki)
  • *** na niektórych blogach widziałam też 2 żółtka, użyłam ich w mojej wersji

NA KARMEL:

  • 1/2 szkl cukru
  • ok 3 łyżki wody

Obrazek

Cukier rozpuszczamy w rondelku o grubym dnie, podlewamy wodą i mieszamy, aż zbrązowieje (czyli po prostu zrobi się karmel 😉 ) Wersja kanoniczna mówi, że ów karmel należy nalać równomiernie do kokilek, ale ja odstawiłam go na bok. Piekarnik nagrzewamy do 150 stopni. Do rondelka wlewamy mleko (lub mleko i śmietankę), dodajemy ekstrakt (lub rozcinamy laskę wanilii i wsypujemy ziarenka), podgrzewamy. W międzyczasie ucieramy jajka, żółtka i cukier. Gorące mleko łączymy z masą jajeczną, dokładnie mieszając. Powstałym kremem zalewamy kokilki (jeśli są grudki- choć nie powinno ich być!- przecieramy ostrożnie przez sitko), zakrywamy folią aluminiową i pieczemy w kąpieli wodnej** około 30 min. 

 ** blachę zalewamy wodą do połowy wysokości kokilek, które układamy na blasze

*** krem polałam karmelem tuż przed podaniem

Obrazek

 

Po kosmopolitycznym przepisie czas na małą dawkę zaściankowości i, przy okazji, reklamę. Pewien bardzo sympatyczny student ma niezwykłą pasję: opisuje polskie „pipidówki”, miejsca zapomniane bądź wyśmiewane, znajdujące się poza głównym nurtem. Zachęcam do czytania, sama dowiedziałam się bardzo wiele, a nawet byłam konsultantką lingwistyczną jednego wpisu 😉 przedstawiam Wam OPOWIEŚCI PROWINCJONALNE

Reklamy