Obrazek

 

Jogurtowych szaleństw ciąg dalszy!

Jestem wielką fanką przetworów mlecznych- mogłabym je jeść na okrągło. Dlatego też, po przeczytaniu artykułu w Lawendowym Domu postanowiłam porwać się na domową produkcję jogurtu! Zadanie (z pozoru!) na poziomie pro, ale, jak zwykle, okazało się, że wystarczy się tylko odważyć!

Z kilku-kilkunastu przepisów, które znalazłam w internecie, skleiłam taką oto wersję:

SKŁADNIKI:

  • 1l mleka 3,2 % lub tłustszego (byle nie UHT z kartonu- może być pasteryzowane, a najlepiej to świeże, podobno sprzedają na Kleparzu)
  • 1 kubek (150-200g) jogurtu naturalnego

Mleko podgrzewamy do 50 stopni- mało kto ma termometr spożywczy (ja na przykład nie posiadam 😉 ) więc najlepsza jest metoda „na palec”: wsadzamy CZYSTY palec do mleka i odczekujemy 10 sekund, jeśli jesteśmy w stanie wytrzymać, ale już nas zaczyna parzyć, to znaczy, że jest ok. Do mleka dodajemy jogurt i dokładnie mieszamy, tak, aby nie było grudek. Mieszankę przelewamy do wyparzonych słoiczków, zakręcamy i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 35 stopni na około 6h (pierwotna wersja mówi o 4h, ale jak dla mnie to stanowczo za mało). 

Wystudzony jogurt można przechowywać w lodówce do tygodnia. Przed podaniem należy zamieszać łyżeczką.

*** jest jeszcze wersja „bezpiekarnikowa”- po prostu garnek z mlekiem opatulamy kocem i zostawiamy na noc. Ale tego nie próbowałam, więc się nie wypowiadam.

Obrazek

Muszę przyznać, że ten jogurt trafił w punkt. W smaku jest delikatny, lekko kwaskowy. Jedyne, z czym będę eksperymentować następnym razem, to konsystencja- wolę nieco gęstsze. Mogę jednak z czystym sumieniem stwierdzić, że od wczoraj jogurty sklepowe straciły wiele w moich oczach. Mój może nie jest idealny, ale WŁASNY.

Bezcenne 😉

Obrazek

Reklamy