Obrazek

 

Ostatnio do Polski dotarła- z zachodu, a jakże!- moda na mrożony jogurt. Pamiętam, że pierwszy punkt tego typu pojawił się lata temu (oj, z 7-8) w jednej z krakowskich galerii handlowych, ale dosyć szybko upadł i całe lata w tym temacie panowała cisza. O jego istnieniu przypomniałam sobie w Hiszpanii, gdzie punkty Llao Llao służyły mi jako miejsce, gdzie wpadałam w ramach pocieszenia/nagrody/bez okazji (*niepotrzebne skreślić). Po powrocie wypróbowałam już kilka miejsc, ale zawsze z nimi było coś nie tak- a to konsystencja (klapciata), a to smak (za słodki); no i ta cena! 

Dlatego też w domowym zaciszu zabrałam się za jego produkcję, w nadziei uzyskania jogurtu idealnego. Oto wrażenia z próby numer 1, na pewno nie ostatniej.

Obrazek

 

 

SKŁADNIKI:

  • jogurt grecki (duży kubek- 400g)
  • 1/4 szklanki tłustego mleka
  • 3-4 łyżki cukru pudru
  • 0,5 szklanki borówek amerykańskich

Wszystkie składniki mieszamy mikserem, a następnie przekładamy do docelowego opakowania i wstawiamy do zamrażarki. Po godzinie wyciągamy i jeszcze raz dokładnie miksujemy. Czynność powtarzamy co godzinę, jakieś 2-3 razy. Po tym czasie można już wykładać do pucharków i dekorować wedle uznania, lub wyjadać prosto z pudełka.

Cóż… to nadal nie jest to. To znaczy smak ok, bo od początku do końca kontrolowany przeze mnie, ale nad konsystencją muszę jeszcze sporo popracować. Zdaję sobie sprawę, że bez maszynki do lodów może to być zadanie niewykonalne, ale trzeba próbować- następnym razem pokombinuję z proporcjami lub składnikami… Ale jestem na dobrej drodze!

Obrazek

 …choć mina mojego kota mówi co innego.

Reklamy